 |
|
 |
|
|
|
ARCHIWUM - ARTYKUŁY
|
Energia i mrok - "Playing The Angel"
Mirosław Pęczak - Polityka (44/2005)
|
|
Najnowszy album Depeche Mode "Playing The Angel" miał premierę 17 października,
a już jest bestsellerem (na świecie sprzedano prawie milion egzemplarzy, w
Polsce 30 tys.).
Z jednej strony to zasługa wiernych fanów (w Polsce w latach 80. powstała nawet
odrębna subkultura depeszowców), z drugiej, co oczywiste, samego zespołu, który
potrafi iść z duchem czasu nie tracąc swojej utrwalonej przez lata stylistycznej
tożsamości.
Wspomagany elektroniką rock nie jest, jak wiadomo, wynalazkiem Martina Gore’a i
jego kolegów, ale mało kto przed nimi tak umiejętnie łączył brzmienie
syntezatorów i gitar, by wychodziła z tego muzyka zarazem przebojowa i wysoce
klimatyczna. No, a do tego jeszcze głos Davida Gahana – wartość sama w sobie. "Playing
The Angel" nawiązuje do wcześniejszych dokonań (np. znakomitej płyty "Violator"
z 1990 r.), wprowadza też pomysły całkiem nowe, ale na specjalną uwagę zasługuje
gra nastrojami – niezwykłe przechodzenie od energetyzującego, niemal marszowego
rytmu ("A Pain That I’m Used To", "John The Revelator") do mrocznej, choć
niepozbawionej mocy melancholii ("The Sinner In Me").
Na stronach internetowych już trwa ożywiona debata fanów, czy "Playing The Angel"
to najlepsza płyta Depeche’ów. Lepszej rekomendacji chyba nie trzeba.
Ocena: 4/5
|
|
|
|
|
|